wtorek, 7 października 2014

Polska - między Niemcami a Rosją

Jeden z historyków niemieckich, którego wypowiedź nagłośniono także w Rosji, stwierdził, że przyjaźń niemiecko-rosyjska jest fundamentem pokoju w Europie. (Wypowiedź tę można znaleźć też na moim blogu.)

Patrząc na historię ostatnich dwustu lat trzeba mu przyznać rację, dodając przy tym, że z kolei fundamentem tej przyjaźni, którą należałoby lepiej nazwać paktem po prostu, było zniewolenie Polski.

Niemcy dwukrotnie pakt niemiecko-rosyjski zerwały porywając się na militarny podbój i dwukrotnie doprowadziły swój kraj ( i Europę) do katastrofy, a Rosja ze swej strony nigdy nie inicjowała wojny z Niemcami. Obecnie Niemcy potrzebne są Rosji ze względów ekonomicznych i technologicznych i - w mojej ocenie - nie ma najmniejszego powodu, by Rosja zaatakowała partnera. Także Niemcy potrzebują Rosji jako rynku zbytu dla swoich towarów, a także - co ważniejsze - źródła surowców, w tym - energetycznych. Oba kraje są nawzajem mocno od siebie wzajemnie uzależnione, a nie widać żadnych konfliktów interesów, co stanowi fundament wzajemnego zaufania i braku obaw co do intencji partnera.

Rosja i Niemcy nie są jednak bezpośrednimi sąsiadami, między nimi jest Polska, kraj dużo słabszy od każdego z nich, muszą więc układać się w sprawie Polski, panowanie nad którą leży w interesie współpracy rosyjsko-niemieckiej. Tak było w okresie Powstania Styczniowego i tak było w przypadku paktu Ribbentrop-Mołotow.Jakiś czas temu, jeszcze przed ukraińską awanturą, Jarosław Kaczyński nazwał Polskę pod rządami PO-PSL rosyjsko-niemieckim kondominium, jednak polityka niemiecka w związku z wojną na Ukrainie i stosunkiem na tle tej wojny do Rosji, sankcji jedynie pro forma, i prowadzeniem biznesu as usual może wskazywać, że Niemcy i Rosja prowadzą politykę o oparciu o jakiś pakt Ribbentrop-Mołotow-bis, na mocy którego Ukraina jest w rosyjskiej strefie wpływów, zaś Polska - niemieckiej (UE!). Nie jest więc kondominium, lecz nową formą jakiejś Generalnej Guberni, w której sprawy, dla zachowania dobrych stosunków z Niemcami, Rosja nie ma zamiaru się wtrącać.

Zagadką pozostaje, jak w takim domniemanym pakcie uregulowano status państw bałtyckich, i czy zawarto go przy aprobacie USA - co wykluczone nie jest.

Z powyższych uwag wynika:
- jeden pocieszający wniosek, że żaden straszny Putin nam nie zagraża, bo Rosja nie ma żadnego interesu, by narażać swoje z Niemcami stosunki na szwank. Niestety, nie mamy też co liczyć na jego pomoc w przypadku jakiegoś naszego konfliktu z Niemcami;
- a drugi wniosek, że sojusz NATO jest dla nas sojuszem na papierze, sojuszem śmieciowym, wartym nawet mniej niż sojusze z 1939 roku, bo NATO, to tak naprawdę USA, a kontynentalnym sojusznikiem USA w Europie są Niemcy, a nie jakaś słaba Polska, dobra może do drażnienia Rosji, ale zupełnie niepotrzebna w przypadku jej konfliktu z Niemcami.

I jeszcze klasyczne pytanie, co w tej sytuacji robić.

Przede wszystkim podnosić naszą siłę moralną i militarną, która uzależniona jest od naszego potencjału gospodarczego, technologicznego i naukowego, bo sytuacja jest bardzo niestabilna zarówno w Rosji jak i Niemczech (uwiąd demograficzny i muzułmanie!) i być może staniemy całkowicie osamotnieni wobec zagrożeń dzisiaj jeszcze nieprzewidywalnych. Ażeby w warunkach całkowitego uzależnienia gospodarczego od Niemiec budować nasz potencjał, trzeba do maksimum wykorzystywać, wzorem Węgier,  wszystkie dostępne narzędzia do obrony naszego interesu narodowego, a nie potulnie zgadzać się na każdy dyktat Berlina (via Bruksela).

Jeżeli sami sobie nie pomożemy, przede wszystkim odsuwając zdrajców od władzy, nie pomoże nam nikt.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz