Od pewnego czasu organizowane są publiczne imprezy, których uczestnicy o samych sobie twierdzą, że ich nie ma. Absurd? Absurd, ale do tego sprowadza się twierdzenie, że Bóg - Stwórca nie istnieje. Skoro nie ma Stwórcy, to i stworzenia, czyli uczestników tych imprez, nie ma.
A-teizm, czyli bez-bożnictwo, jest czystą negacją. Negacją Boga i w konsekwencji negacją stworzenia, negacją moralności, negacją dobra, miłości, służby, ofiary. Ateizm nie jest ze swej istoty zdolny zaproponować nic pozytywnego, wskazać żadnego celu, którego by nie była w stanie realizować osoba religijna. Jedyną racją ateizmu jest negacja, w której przejawia się jego pasożytniczy charakter - gdyby negowany Bóg nie istniał, ateizm straciłby rację bytu, nie miałby pożywki dla własnego istnienia.
Ateizm jest maską satanizmu polegającego na negacji biorącej swój początek w fundującej satanizm deklaracji: "Non serviam!" - "Nie będę służył!"
29 marca w Warszawie miała miejsce publiczna manifestacja, w której głupota szła w zawody z nienawiścią do Boga, do polskiej historii i tradycji, do wiary ojców, do narodu, do Polski po prostu. Brał w niej udział kandydujący do parlamentu europejskiego żyd, wykładowca akademicki z tytułem profesorskim. Głupota tego pana lub jego nienawiść do Polski okrywa hańbą uczelnię, na której pracuje osobnik bezwstydnie, publicznie głoszący urągający rozumowi absurd. Czego, za pieniądze polskiego podatnika uczy polskich studentów? I jak to możliwe, że władze zezwalają na takie publiczne urąganie Panu Bogu i narodowi? Przynależność pani prezydent i większości miejskich rajców do PO wszystkiego jednak nie tłumaczy, bo ponad przynależność partyjną postawić trzeba zwykłą ludzką przyzwoitość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz